Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Media

JOANNA SIKORSKA: AWANS DO LSK JEST MOIM MAŁYM MARZENIEM.

27.03.2019

Siatkarki Grupy Azoty Tarnów pokonały w poniedziałkowy wieczór po tie-breaku zespół Wisły Warszawa i sprawiły tym samym, że decydujące o awansie do finału I ligi spotkanie odbędzie się w środę w Tarnowie. W czwartym pojedynku pomiędzy tymi drużynami nie brakowało walki i dramaturgii, ale tym razem górą były podopieczne Michała Betleji. – Jesteśmy zespołem ambitnych dziewczyn, trenują bardzo ciężko i walczą w każdym meczu. Naszym celem było znalezienie się w czwórce. Teraz to co ugramy to jest nasza wartość dodana i zaspokojenie własnych ambicji – mówiła po czwartym meczu półfinałowym autorka 32 punktów dla tarnowianek i była zawodniczka Wisły Warszawa, Joanna Sikorska.

W niedzielę warszawianki co prawda napotkały na opór z waszej strony, ale jednak porażka 0:3 stawiała was w podbramkowej sytuacji. Czy zmobilizowanie się na kolejne spotkanie na tak gorącym terenie jak MOSiR Bemowo było trudnym zadaniem?

 

Joanna Sikorska: – Powiem tak, nie było trudno się zmobilizować na to spotkanie. W pierwszym meczu play-off w Warszawie brakowało nam takiego „pazura”, agresji, tego co charakteryzowało nas praktycznie w każdym poprzednim spotkaniu. Wczoraj tego zabrakło. Wiedziałyśmy, że jeśli tylko wykrzesamy z siebie tą złość to ten czwarty mecz będzie zupełnie inny. Byłyśmy wręcz pewne tego, że wygramy w poniedziałek. Dziewczyny po drugiej stronie siatki też potrafią grać w siatkówkę, więc nie przyszło nam to łatwo, ale miałyśmy większą pewność siebie, bo nastawiałyśmy się na walkę o życie.

Z rywalizacji o mistrzostwo I ligi odpadły już takie wielkie firmy jak Solna Wieliczka, MKS Dąbrowa Górnicza czy poznański Energetyk. Czy jeśli uda wam się pokonać Wisłę to będziesz miała takie poczucie, że jako jeden z nielicznych zespołów ustrzegłyście się nieprzyjemnej niespodzianki?

– Nie wiem czy my też jesteśmy taką wielką firmą (uśmiech). Na pewno natomiast jesteśmy zespołem ambitnych dziewczyn, trenującym bardzo ciężko i walczącym w każdym meczu. Naszym celem było znalezienie się w czwórce. Teraz to co ugramy to jest nasza wartość dodana i zaspokojenie własnych ambicji. Chcemy odegrać rolę w walce o awans, ale nie ma też na nas presji, że musimy tutaj wygrać ligę i pokonać zespół w barażu o LSK.

Wygrywając po tie-breaku z Wisłą odwróciłyście kartę i to teraz Grupa Azoty Tarnów wydaje się być w uprzywilejowanej pozycji mając w decydującym meczu atut własnej hali…

– Można tak powiedzieć, że jesteśmy teraz w lepszej pozycji, bo udało nam się doprowadzić do remisu w tej rywalizacji. Jedziemy do Tarnowa z tarczą i postaramy się pokazać podobny poziom agresji i poświęcenia jak w poniedziałek. Lubimy grać u siebie, mamy wspaniałą publiczność, na nasze mecze przychodzi bardzo dużo ludzi. Ten doping i atmosfera zawsze nam pomagają.

Wyciągając wnioski z poniedziałkowego meczu nie sposób nie zwrócić uwagi na fakt, że najwięcej szkód wyrządziła wam Katarzyna…, ale nie tak jak dotychczas Marcyniuk, a Połeć. Z każdym ze spotkań udaje wam się lepiej rozpracowywać rywalki, które przecież grając w 8 nie mają wielkiego pola do zmian?

– Tak naprawdę jeszcze do końca taktyki nie zrealizowałyśmy. Wciąż jest kilka aspektów, których nie potrafimy wykonać w meczu. Rzeczywiście, Kasia Połeć zagrała ten ostatni mecz fenomenalnie. Z tego co zdążyłam się dowiedzieć to zapisała na swoim koncie ponad 20 punktów. Jak na środkową jest to świetny wynik. Musimy w Tarnowie znaleźć jakiś sposób, żeby ją zatrzymać, bo na pewno jest to silny punkt warszawianek. Mamy trochę czasu na przemyślenie pewnych kwestii. Trener przeanalizuje wspólnie z nami ten mecz i mam nadzieję, że w niedzielę zneutralizujemy atuty Wisły.

Przeciwniczki przede wszystkim nie znalazły sposobu na powstrzymanie właśnie ciebie, bo nieczęsto zdarza się, że nawet atakująca zdobywa aż 32 punkty w jednym meczu. Jesteś w stanie utrzymać ten poziom gry dwa mecze z rzędu?

– Mam nadzieję, że tak (uśmiech). Siłą jest zespół. Jednego dnia ktoś zdobywa tyle punktów, a następnego dnia karta się może odwrócić, albo jest to rola kogoś innego. Jeśli będziemy grały zespołowo to nie będzie mnie interesowało czy zdobędę 15 czy 30 punktów w meczu. W przypadku wygranej będę się zawsze ogromnie cieszyć. Grając te play-off w Warszawie miałam dodatkową motywację, bo Wisła to klub, w którym spędziłam dwa lata swojej kariery. Fajnie mi się tutaj wraca, hala nie była mi obca, zawsze dobrze się tutaj czułam.

Grając w barwach Wisły udało ci się zdobyć mistrzostwo I ligi i rok temu stanąć na drugim stopniu podium. Teraz otwiera się okazja, by ten wynik jeszcze poprawić.

– Moim prywatnym celem jest awans do LSK. Nie wiem czy w tym sezonie tym razem się to uda, bo kilka razy już byłam tego bliska. Nadal jest to jednak moje małe marzenie. Bardzo bym chciała być autorką tego awansu, bo tego jeszcze mi brakuje w mojej siatkarskiej karierze. Chciałybyśmy same sobie w tym sezonie sprawić taki prezent. Mamy bardzo zgrany zespół, dogadujemy się ze sobą znakomicie, stworzyłyśmy taki „dream team”. Czuć to było od samego początku sezonu, od kiedy spotkałyśmy się ze sobą po raz pierwszy w sierpniu. Wszystkie kojarzyłyśmy się z boiska, ale nie wszystkie się znałyśmy. Dopasowałyśmy się charakterologicznie, ale też myślę i pod względem siatkarskich umiejętności.

Czego życzyć wam na ten piąty mecz w Tarnowie? Wydaje się, że zdecydowane zwycięstwo którejkolwiek z drużyn, czy powtórka trzysetowego meczu z Tarnowa czy Warszawy pozostawiłyby pewien niesmak.

– Te mecze były wyrównane, nie było tak, że podczas któregoś ze spotkań mieliśmy set wygrany przez jedną ze stron do 10. A czego życzyć? Pewnie zdrowia i sił, bo będą one nam potrzebne w środę.

foto: Tomasz Schenk 

https://siatka.org/pokaz/joanna-sikorska-awans-lsk-moim-malym-marzeniem/?fbclid=IwAR1rmjomQq3OfNYiOXzXvTKkq4QX6jHwcMRzM7x5-HnRgEN6Vlw9M2inXAA