Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Media

MICHAŁ BETLEJA: TO WYJĄTKOWY WYNIK

28.01.2019

Grupa Azoty Jedynka PWSZ Tarnów świetnie radzi sobie w rozgrywkach pierwszej ligi kobiet. siatkarki z województwa małopolskiego aktualnie okupują 4. pozycję w tabeli, a do rozegrania w fazie zasadniczej pozostało im jeszcze pięć spotkań. – Tabela co prawda jest mocno skompresowana, ale dla miasta Tarnowa to wyjątkowy wynik – powiedział trener zespołu Michał Betleja.

 

Panie trenerze jesteśmy już w połowie sezonu zasadniczego. Czy dotychczasową grę i wyniki uważa pan za zadowalające?

 


Michał Betleja:
– Tabela co prawda jest mocno skompresowana, ale dla miasta Tarnowa to wyjątkowy wynik. W tym sezonie mamy bardzo pracowity zespół, który rzadko narzeka na zmęczenie, chce się uzupełniać w brakach kadrowych i chce wygrywać.

Jakie są plany na najbliższe tygodnie? Co należy poprawić w grze drużyny? Na czym trzeba skupić się najbardziej?

– W tym roku liga dostarcza nam często emocji startowych i brakuje spokojnego czasu na korekty techniczno-taktyczne. Na pewno potrzebujemy skupienia na swoich działaniach, bo liga gra pewnymi schematami, do których wystarczy się zaadaptować.

Zaczynał pan pracę w Tarnowie w rozgrywkach II ligi. Jak dużą różnicę zauważył pan pomiędzy rozgrywkami pierwszej a drugiej ligi kobiet?

– Największą różnicę zauważyłem w mentalnym podejściu zawodniczek do pracy. W II lidze brakowało czasami mocnego zaangażowania, natomiast w I lidze z mrówki robi się słonia, który swoją trąbą w ogóle nie ma wpływu na predyspozycję.

Jak zaczęła się ta „tarnowska przygoda” ?

– W maju 2016 roku zadzwonił do mnie Piotrek Górnikiewicz, który kompletował skład na kolejny sezon. Rekomendacje uzyskałem od znanego sędziego siatkarskiego pana Stanisława Jachera. Spotkaliśmy się w klubie, (czyli w firmie Redruk (śmiech)) i doszliśmy do porozumienia co do zasad współpracy oraz celu nakreślonego na kolejny sezon, który Piotrek miał jasno sprecyzowany. Celem tym był oczywiście awans do I ligi. Awans udało się uzyskać na turnieju finałowym w Opolu w maju 2017 r. Wspólnie uznaliśmy to za spory sukces! Niewątpliwie Tarnów sprawia wrażenie miasta, który długo czekał na siatkówkę i jej potrzebuje . Z roku na rok przybywa kibiców, którzy żyją sprawami drużyny, znają ją i chcą z nią być na dobre i na złe. Obiektywnie oceniają mecze, potrafią pochwalić za dobry nawet ten przegrany mecz. I co też jest istotne, ambicja ludzi działających w klubie nie zamyka się tylko na tym co już osiągnęliśmy, ale jest nastawiona na kolejne sukcesy.

Współpracował pan także z drużynami męskimi, czym różni się prowadzenie zespołu kobiet od prowadzenia zespołu mężczyzn?

– Tych różnic jest tak dużo, że książka, którą otrzymałem od św. Mikołaja w tym roku jest za wąska, żeby ją zapisać, ale to też czyni tę pracę wyjątkową .

Wróćmy na chwilę do lat pana zawodniczej kariery, w jakich klubach oraz na jakiej pozycji grał pan jako zawodnik?

– Grałem w Klubie Siatkarskim Błękitni Ropczyce, jest to jeden ze starszych klubów w rozgrywkach PZPS, ma ekscesy walki o 1 ligę i mam nadzieję, że w przyszłości uda się zdobyć awans, bo organizacja klubu jest na bardzo wysokim poziomie. Widząc na co dzień rozgrywki 1 ligi, to jestem pewien, że jedyna bariera to finanse. Klub wyszkolił dużo młodzieży, która obecnie gra w najwyższych szczeblach ligi. Ja grałem na pozycji przyjęcia z atakiem , chociaż miałem 3 lata gry na libero, wynikającej z kontuzji barku. Sporo czasu spędziłem na grze w siatkówkę plażową. Byłem w parze z Marcinem Sroką czy z Rafałem Buszkiem, troszkę poskakaliśmy na piasku.

W jakim miejscu pracy zawodowej widzi się pan za 10 lat? Jakie marzenia związane z pracą trenerską panu towarzyszą?

–  Marzenia i widzenie siebie za 10 lat to rozwój w swojej pracy. Wzloty i upadki są wpisane w ten zawód, więc bardzo ważne jest to, by się rozwijać i unikać błędów z lat wcześniejszych. Chyba jestem młody w tym zawodzie, więc spokojnie marzenia mam, ale nie jestem typem karierowicza po trupach , gubi mnie bardziej ambicja i niezadowolenie ze swojej pracy i organizacji działań. Uwielbiam schemat organizacyjny, jak czegoś brakuje nie zawsze potrafię kreatywnie ocenić braki, a złość, którą wylewam nie zawsze jest trafna. Robię wszystko, by co roku mieć większą wiedzę.

Co pan najbardziej lubi w pracy trenera?  Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?

– Najbardziej lubię, gdy młodzież, z którą na co dzień pracuje, oddaje w dużym zadowoleniu swoją szczerość w rozwoju sportowym, włączając w to edukację na wysokim poziomie. W pracy z seniorkami lubię jak zawodniczki chcą wychodzić poza pewien schemat pracy. Wierzę, że wprowadzanie innowacji może przynieść sukces sportowy.

wywiad: Aleksandra Kaczyńska

foto: Tomasz Schenk 

https://siatka.org/pokaz/michal-betleja-wyjatkowy-wynik/?fbclid=IwAR3NbNi4TQJB_jUTWTtJHxDcuEFaM35h3cLZXe4m21seX1FfgL5Wtx_Pg_g