Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Media

Dramat z happy endem

11.12.2013

Nikt, kto w sobotni wieczór pojawił się w hali Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, nie mógł narzekać na brak emocji. Siatkarki PKCH PWSZ po zaciętym meczu pokonały 3:2 wicelidera z Tomaszowa Lubelskiego. Tarnowianki powinny zwyciężyć 3:1, ale w czwartym secie przy prowadzeniu 23:15 przestały grać i w nieprawdopodobnych okolicznościach rywalki odrobiły stratę. – Jest radość, ale i niedosyt – komentuje trener tarnowskiej drużyny.

 

Spotkanie z Tomasovią rozpoczynało drugą rundę sezonu na drugoligowych parkietach. Po pierwszej części rozgrywek tarnowianki zajmowały 6. miejsce w tabeli, ale ostatnich meczów nie mogły uznać za udane. Trzy przegrane z rzędu sprawiły, że „Jedynka" chciała w sobotę przerwać złą passę. Rywal był jednak bardzo wymagający, bo Tomasovia to wicelider tabeli z doświadczonymi zawodniczkami w składzie i niemałymi aspiracjami. Trener Lesław Kędryna postanowił więc zaskoczyć przyjezdny zespół nietypowym ustawieniem.
– Wiedzieliśmy, że rywal bardzo poważnie podchodzi do meczu i ma nas rozpracowanych. Zagraliśmy więc w innym składzie i widać było, że od początku siatkarki Tomasovii nie wiedziały, co mają robić – mówi Kędryna.

 


Tarnowianki nie były stawiane w roli faworyta, a mimo tego nie odstawały od rywalek, wielokrotnie potwierdzając nawet swoją wyższość. Po wyrównanym pierwszym secie to Tomasovia wygrała jednak 27:25, ale w drugiej partii role się odwróciły i „Jedynka" triumfowała 25:23. Także w trzeciej odsłonie meczu drużyna z Tarnowa grała dużo lepiej, zwyciężając ostatecznie 25:21. Wydawało się, że gospodynie mogą korzystnie rozstrzygnąć spotkanie w czwartym secie i zdobyć komplet punktów.

 

Początkowo wszystko przebiegało po myśli siatkarek PKCH PWSZ. Tarnowianki zdecydowanie dominowały, prowadziły już nawet 23:15. Wtedy jednak w polu zagrywki stanęła Marta Jasiewicz, która wraz z koleżankami zdobyła aż dziewięć punktów z rzędu. Kibice ze zdumieniem obserwowali, jak „Jedynka" przegrywa wygranego seta. Tarnowianki obudziły się dopiero w tie‑breaku, wygrywając pewnie 15:10. Zamiast trzech punktów do swojego ligowego dorobku mogą więc dopisać dwa.
– Mecze między nami zawsze są emocjonujące – powiedział Stanisław Kaniewski, trener Tomasovii. – Zagraliśmy jedno ze słabszych spotkań w ostatnich miesiącach, bo w każdym elemencie zespół z Tarnowa był od nas lepszy. To cud, że wygraliśmy czwartego seta, więc cieszy nas choćby ten jeden punkt.

 

Po spotkaniu trener Lesław Kędryna nie mógł odżałować, że jego podopieczne nie wygrały meczu już w czwartym secie. Cieszyć może jednak dobra postawa tarnowskiej drużyny, która pokazała, że tkwi w niej duży potencjał.
–Szkoda straconego punktu, choć te dwa też są bardzo dobre. Dziewczyny odbudowały się po ostatnich kłopotach i zaczęły grać. Słabsza postawa w końcówkach setów wynika z braku doświadczenia. Żeby je zdobyć, trzeba swoje zepsuć – komentuje szkoleniowiec tarnowianek, który mógł też być zadowolony z roszad w składzie. W sobotę jako libero nietypowo zagrała Izabela Zemełka. – Stwierdziliśmy razem z trenerem, że mogę spróbować swoich sił na tej pozycji. Starałam się i myślę, że wyszło dobrze – powiedziała.
Dzięki zwycięstwu zespół PKCH PWSZ awansował na 5. miejsce w drugoligowej tabeli. Tarnowianki udowodniły przede wszystkim sobie, że potrafią rywalizować z najlepszymi. W najbliższą sobotę w ramach 11. kolejki rozgrywek zagrają na wyjeździe z Developresem MKS‑em V LO Rzeszów, który jest bezpośrednim rywalem „Jedynki" w walce o czołowe miejsca w lidze. Po ostatnim meczu można jednak optymistycznie patrzeć w przyszłość.

 

– Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że na tym etapie rozgrywek zdobędziemy tyle punktów, byłbym bardzo zadowolony. Od początku nas lekceważono, traktując jako dostarczycieli punktów, ale po pierwszych wygranych meczach zaczęliśmy być traktowani poważnie i trudno grało się z doświadczonymi rywalami, do tego pojawiły się kłopoty zdrowotne. Trzeba więc być zadowolonym – mówi trener Kędryna.

 

źródło: http://www.temi.pl/temi/sport/sport/85-siatkowka/2421-dramat-z-happy-endem