Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Media

Lesław Kędryna: Przetrwać trudny okres

10.04.2013

Z Lesławem Kędryną, nowym trenerem drugoligowych siatkarek Lesław Kędryna, nowy trener drugoligowych siatkarek PKCh PWSZ Tarnów PWSZ Tarnów, rozmawiał Sławomir Kruczek

 

Niedawno niespodziewanie z dalszego prowadzenia siatkarek tarnowskiej „Jedynki" zrezygnował Bogdan Dudek, a Pan zajął jego miejsce. Dlaczego zdecydował się Pan trenować drużynę w niełatwym okresie walki o utrzymanie w II lidze? Jest Pan przecież szkoleniowcem związanym przede wszystkim z Krakowem...

Ale darzę Tarnów szczególnym sentymentem. Mam wiele wspomnień związanych ze swoją młodością, kiedy w Tarnowie siatkówka nieźle się rozwijała. Jako junior grywałem w rezerwie Wawelu z wieloma tarnowskimi drużynami, w tym z MKS‑em Tarnów prowadzonym przez Alojzego Skrzypka, który niegdyś wychował wielu świetnych zawodników. Nie jestem już młody i nie zamierzałem wracać do poważniejszej siatkówki, ale przyjaciele z Tarnowa namówili mnie, żebym spróbował. Sytuacja była skomplikowana, bo trudno jest znaleźć trenera tuż przed końcem sezonu. Ale czuję się emocjonalnie związany z tarnowską siatkówką, więc z powodu tej sympatii podjąłem się pracy w „Jedynce".


Zadebiutował Pan w meczu ligowym jako szkoleniowiec tarnowianek, prowadzi Pan też treningi. Jak więc ocenia Pan ten zespół z pespektywy doświadczonego trenera?
Drużyna ma potencjał, ale głównym problemem jest to, że składa się z różnych grup. Są siatkarki miejscowe, z Krakowa czy z Rzeszowa. Dziewczęta nie tylko grają w siatkówkę, ale też uczą się, a czasem pracują, muszą dojeżdżać z różnych miejsc. W takiej sytuacji trudno o integrację, a drużyna nie powinna tylko razem trenować, czasem trzeba pójść nawet na wspólną imprezę, bo to później procentuje na parkiecie.


Odpowiednie zrozumienie się zawodniczek odgrywa aż tak dużą rolę?
Ubiegłoroczny zespół Muszynianki składał się personalnie z wielu gwiazd, dzisiaj nie mają tylu świetnych zawodniczek, a grają lepiej. Żeńska drużyna siatkówki to twór nieprawdopodobnie skomplikowany. Umiejętności siatkarskie to istotna część składowa, ale dziewczyny muszą się też rozumieć. Żył niegdyś trener Zygmunt Krzyżanowski, który zresztą prowadził też Unię Tarnów. Nikt wcześniej nie trenował jak on, a są jeszcze tarnowscy zawodnicy, którzy pamiętają go i mogą to potwierdzić. Krzyżanowski był z wykształcenia matematykiem, ale bardzo interesował się psychologią i miał ogromną wiedzę z tej dziedziny. Mówił, że siatkówka jest najbardziej psychologiczną z gier. Krótki kontakt z piłką sprawia, że to wszystko, co tkwi w podświadomości zawodnika, może odbić się na grze. Dlatego niezwykle ważne jest zintegrowanie drużyny.


O to niełatwo w Tarnowie, bo zespół był budowany szybko, sprowadzano zawodniczki z innych klubów...
Tworząc drużynę w taki sposób, zawsze jest ryzyko, że coś może początkowo nie wyjść. Ale tutaj nie było wyjścia. Żeby z siatkówką zaczęło się coś dziać, potrzebne były radykalne kroki. Można budować klub od juniorek i w oparciu o własne wychowanki, ale to wymaga żmudnej pracy, nie zawsze też przynosi efekt. W Tarnowie była sportowa atmosfera i takie skonstruowanie drużyny stało się jedynym rozwiązaniem, co w pełni rozumiem. Z tym że teraz potrwa to dłużej, zanim dziewczyny się dopasują i zaczną dobrze grać. Potrzebne są wspólne wyjazdy, obozy, to w końcu przyniesie efekt, ale potrzeba czasu.


Ten pierwszy sezon PKCh PWSZ Tarnów nie był do końca udany, nie udało się wywalczyć utrzymania po rundzie zasadniczej...
Stało się tak z kilku powodów. Dziewczyny mają ze sobą niewielki kontakt, pechowo ułożyła się też liga, bo zespół przegrał kilka meczów, które mógł wygrać. W takiej sytuacji wytwarza się nie najlepsza atmosfera. Trzeba więc zrobić wszystko, żeby się utrzymać, później wyciągnąć wnioski z tego sezonu. W Tarnowie jest wielu zaangażowanych i chcących coś zrobić ludzi, więc mam nadzieję, że w końcu drużyna zacznie osiągać sukcesy.


Związał się Pan z „Je­dynką" tylko na koniec tego sezonu. Czy myśli Pan o trenowaniu drużyny także w następnych rozgrywkach?
Jestem już za stary, żeby cokolwiek mówić ze stuprocentową pewnością. Miesiąc temu nie pomyślałbym, że mogę jeszcze prowadzić zespół w Tarnowie, a tak się stało. W tym momencie mam umowę z drużyną do końca sezonu i zapewne na tym się skończy. Ale gdyby była potrzeba pomóc drużynie w innej formie, chociażby doradzić coś w kwestiach organizacyjnych, to bardzo chętnie to zrobię, bo szanuję włodarzy „Jedynki" za ich duże starania. Jestem dobrej myśli. Teraz należy tylko przetrwać ten trudny okres, a później będzie dobrze.

 

źródło: http://www.temi.pl/temi/sport/sport-wywiady/1642-przetrwac-trudny-okres