Roleski Grupa Azoty PWSZ Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Aktualności

O studiach, treningach i Tarnowie z Marceliną i Oliwią

22.04.2020

Dzisiaj nietypowo - na te same pytania odpowiedziały Marcelina Gliniecka oraz Oliwia Wasiak. Przyjmująca i środkowa to przedstawicielki najmłodszego pokolenia. Zdradziły, jak radzą sobie z rozłąką oraz jakie są ich ulubione potrawy. Zapraszamy do lektury! 

Sport łączysz z nauką. Zdradź, co studiujesz i jak udaje Ci się to wszystko pogodzić – treningi, mecze i naukę.

Marcelina: Studiuję ekonomię w PWSZ, aktualnie jestem na II roku. Czasem trudno jest mi pogodzić sport z nauką, szczególnie w okresie sesji. Wtedy przez około 3 tygodnie nie mam czasu na nic poza nauka i treningami. Jednak wiedziałam, że wybierając taką drogę, nie będzie za łatwo.

Oliwia:  Studiuję na I roku filologii germańskiej w Tarnowie. Jako, że uczelnia współpracuje z klubem, nie ma większych problemów z połączeniem nauki i treningów. Dodatkowo mam zapewniony indywidualny tok studiów, przez co nie muszę uczestniczyć we wszystkich zajęciach. Hala jest na terenie uczelni, więc nie tracę czasu na dojazd. Z meczami nie ma problemów, bo odbywają się w weekendy, a jeżeli mecz odbywa się w środku tygodnia, to tylko raz na jakiś czas.

Niedawno zakończyłaś wiek juniorski. Czego będzie Ci brakowało? Jakich wydarzeń, sytuacji, meczów nigdy nie zapomnisz?

Marcelina: Bardzo dobrze wspominam wiek juniorski, miałyśmy bardzo zgrany zespół i super trenera. Wszystkie mieszkałyśmy w jednym internacie, chodziłyśmy do jednej szkoły i nigdy się nie nudziłyśmy (uśmiech). Chyba tego najbardziej mi brakuje. Na pewno nigdy nie zapomnę naszej drogi z SMS-em Police do Finału Mistrzostw Polski Juniorek w 2018 roku, a szczególnie półfinału z LTS-em Legionowia oraz wygranego meczu o 3 miejsce z San-Pajdą Jarosław.

Oliwia:  Przede wszystkim koleżanek z zespołu. Z niektórymi grałam całą młodzieżówkę, przez co bardzo się ze sobą zżyłyśmy. Najlepszym wspomnieniem są Mistrzostwa Polski, każdy pragnął zdobyć złoty medal. Mecze stały na naprawdę bardzo wysokim poziomie, a doping był tak głośny, że na boisku nie było słychać samej siebie, a co dopiero koleżanki obok.

Zdecydowałaś się na grę w Tarnowie, co wiązało się z opuszczeniem rodziny i miasta rodzinnego. Czy trudno było podjąć taką decyzję? Jak radzisz sobie z rozłąką?

Marcelina: Każda decyzja związana z rozłąką z domem rodzinnym jest trudna, ale czasami trzeba coś wybrać, a ja wybrałam grę w siatkówkę. Nie jest to moja pierwsza rozłąka z rodziną, pierwszy raz opuściłam rodzinny dom, jak miałam 15 lat i wyjechałam do SMS-u w Policach, więc jestem już do tego po części przyzwyczajona. Jednak czasami przychodzą takie chwile, że tęsknię za domem.

Oliwia: Decyzję o opuszczeniu Łodzi podjęłam bardzo szybko, ponieważ chciałam grać dalej w siatkówkę, a moje rodzinne miasto nie posiada 1 ligi. Była to moja pierwsza przeprowadzka, na początku, jak to zawsze, były wzloty i upadki, ale na szczęście szybko zaaklimatyzowałam się w klubie, jak i na uczelni.

Mieszkasz w Tarnowie. Jak podoba Ci się miasto? Czy jest coś, czego Ci tutaj brakuje?

Marcelina: Mieszkam w Tarnowie od dwóch lat i bardzo mi się tu podoba, jest to przyjazne i ciepłe miasto. Zaletą Tarnowa jest to, że wszędzie jest blisko, szczególnie na halę i na uczelnię, a na tym najbardziej mi zależy.

Oliwia: W Tarnowie podoba mi się to, że wszystko jest blisko siebie, przez co większość rzeczy można bardzo szybko i sprawnie załatwić. Jestem z dużego miasta, przez co przyzwyczaiłam się do szybkiego życia, a Tarnów pozwala mi załatwiać wszystko wolniej, jestem w nim spokojniejsza.

Jak spędzasz wolny czas?

Marcelina: W trakcie sezonu i roku akademickiego nie mam zbyt wiele wolnego czasu, ale gdy już się taki znajdzie, to najczęściej jadę do domu spędzić ten czas z rodziną. A gdy zostaję w Tarnowie, to oglądam seriale na Netflixie lub wychodzę gdzieś ze znajomymi.

Oliwia:  Będąc siatkarką, niestety nie mam dużo wolnego czasu, ale jeżeli już się znajdzie, to uwielbiam słuchać muzyki, grać na komputerze czy tez oglądać seriale. Często wiążę to z moimi studiami, przez co oglądam, słucham rzeczy w języku niemieckim. Jest to łączenie przyjemnego z pożytecznym. Jeżeli mam czas wolny, to chętnie chodzę na basen, rower czy tez spotykam się ze znajomymi w parku.

Jesteś jedną z najmłodszych w drużynie. Jak się czujesz w szatni z zawodniczkami, niekiedy starszymi od Ciebie o dekadę? Czy w związku z tym musiałaś przejść jakiś „chrzest”?

Marcelina: Wchodząc w seniorską siatkówkę, troszkę się obawiałam bycia najmłodszą w zespole, nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam, bo jednak w SMS-ie wszystkie byłyśmy w zbliżonym wieku. Jednak po upływie czasu wiem, że nie było się czego bać. Dziewczyny przyjęły mnie w bardzo pozytywny sposób i szczerze w ogóle nie odczuwałam, że od niektórych jestem młodsza o ponad dekadę (uśmiech). Wiadomo, czasem trzeba założyć siatkę, ale już im to wybaczę (śmiech).

Oliwia: Dziewczyny przyjęły mnie bardzo serdecznie. Na początku bałam się, że wiek będzie sporą barierą, jednak nie taki diabeł straszny jak go malują (uśmiech). Całe szczęście obeszło się bez chrztu, no chyba że chrztem można nazwać danie mi przezwiska Harry, to jednak go przeszłam (śmiech). Do rozkładania siatki się przyzwyczaiłam, każda przeżyła to w swojej wczesnej karierze.

Gdybyś miała wskazać ligę marzeń, to która z nich by nią była? Dlaczego?

Marcelina: Chyba nie mam swojej ligi marzeń. Nie myślę aż tak przyszłościowo, raczej skupiam się na tym, co dzieje się tu i teraz. Od każdego trenera chcę nauczyć się jak najwięcej i tego się trzymam. Ale jakbym już miała wybrać, to pewnie Serie A we Włoszech jak większość (uśmiech).

Oliwia: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, cieszę się na razie z tego, gdzie jestem. Ale jak już mogę puścić wodze fantazji, to niech to będzie Serie A we Włoszech.

Jaka jest Twoja ulubiona potrawa? Potrafisz ją samodzielnie przygotować?

Marcelina: Chyba nie mam swojej ulubionej potrawy, niestety jestem wybredna i bardzo często mi coś nie smakuje, koleżanki z drużyny mogą potwierdzić, bo czasami na tym zyskują (śmiech).

Oliwia: Domowe spaghetti, takie dobre to tylko rodzina umie przygotować.

Kim chciałaś zostać, gdy byłaś małą dziewczynką?

Marcelina: Chyba od zawsze chciałam być siatkarką, jako mała dziewczynka oglądałam mecze w telewizji. Nawet w 2 klasie podstawówki, gdy nadszedł bal karnawałowy, to wszystkie dziewczynki były przebrane za różne księżniczki, a ja oczywiście za reprezentantkę Polski (śmiech).

Oliwia: Pomysłów było co niemiara, począwszy od zostania pływaczką, do bycia modelką. Jednak bycie siatkarką było najtrafniejszym rozwiązaniem (uśmiech).

 

Foto: Tomasz Schenk 

Tekst: Justyna Wątroba