Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Aktualności

Bo liczy się grupa - rozmowa z Michałem Betleją

24.01.2019

O swoim zawodzie, planach drużyny i o różnicy w rozgrywkach I i II ligi opowie Michał Betleja - I trener Grupy Azoty PWSZ Tarnów. 

A.K - Panie Trenerze jesteśmy już w połowie sezonu zasadniczego. Czy dotychczasową grę i wyniki uważa Pan za zadowalające?

M.B - Jesteśmy wiceliderem 1 ligi kobiet, tabela co prawda jest mocno skompresowana, ale dla  miasta Tarnowa to wyjątkowy wynik. W tym sezonie mamy bardzo pracowity zespół, który rzadko narzeka na zmęczenie, chce się uzupełniać w brakach kadrowych i chce wygrywać .


A.K - Jakie są plany na najbliższe tygodnie? Co należy poprawić w grze drużyny? Na czym trzeba skupić się najbardziej?

M.B - W tym roku liga dostarcza nam często emocji startowych i brakuje spokojnego czasu na korekty techniczno- taktyczne. Na pewno potrzebujemy skupienia na swoich działaniach, bo liga gra pewnymi schematami, do których wystarczy się zaadaptować.


A.K -  Zaczynał Pan pracę w Tarnowie w rozgrywkach II ligi. Jak dużą różnicę zauważył Pan pomiędzy rozgrywkami I a II ligi kobiet?

M.B - Największą różnicę zauważyłem w mentalnym podejściu zawodniczek do pracy. W II lidze brakowało czasami mocnego zaangażowania, natomiast w I lidze z mrówki robi się słonia, który swoją trąbą w ogóle nie ma wpływu na predyspozycję .

 

A.K. Jak zaczęła się ta "tarnowska przygoda" ?

M.B. W maju 2016 roku zadzwownił do mnie Piotrek Górnikiewicz, który kompletował skład na kolejny sezon. Rekomendacje uzyskałem od znanego sędziego siatkarskigo pana Stanisława Jachera. Spotkaliśmy się w klubie, (czyli w firmie Redruk (...śmiech)) i doszliśmy do porozumienia co do zasad współpracy oraz celu nakreślonego na kolejny sezon, który Piotrek miał jasno sprecyzowany. Celem tym byl oczywiście awans do I ligi. Awans udało się uzyskać na turnieju finałowym w Opolu w maju 2017. Wspólnie uznaliśmy to za spory sukces ! Niewątpliwie Tarnów sprawia wrażenie miasta, który długo czekał na siatkówkę i jej potrzebuje . Z roku na rok przybywa kibiców, którzy żyją sprawami drużyny, znają ją i chcą z nią być na dobre i na złe. Obiektywnie oceniają mecze, potrafią pochwalić za dobry nawet ten przegrany mecz. I co też jest istotne, ambicja ludzi działających w klubie nie zamyka się tylko na tym co już osiągnęliśmy, ale jest nastawiona na kolejne sukcesy.


A.K - Współpracował Pan także z drużynami męskimi, czym różni się prowadzenie zespołu kobiet od prowadzenia zespołu mężczyzn?

M.B -  Tych różnic jest tak dużo, że książka, którą otrzymałem od św. Mikołaja w tym roku jest za wąska, żeby ją zapisać, ale to też czyni tę pracę wyjątkową .


A.K - Wróćmy na chwilę do lat Pana zawodniczej kariery, w jakich klubach oraz na jakiej pozycji grał Pan jako zawodnik?

M.B - Grałem w Klubie Siatkarskim Błękitni Ropczyce, jest to jeden ze starszych klubów w rozgrywkach PZPS, ma ekscesy walki o 1 ligę i mam nadzieję, że w przyszłości uda się zdobyć awans, bo organizacja klubu jest na bardzo wysokim poziomie. Widząc na co dzień rozgrywki 1 ligi, to jestem pewien, że jedyna bariera to finanse. Klub wyszkolił dużo młodzieży, która obecnie gra w najwyższych szczeblach ligi. Ja grałem na pozycji przyjęcia z atakiem , chociaż miałem 3 lata gry na libero, wynikającej z kontuzji barku. Sporo czasu spędziłem na grze w siatkówkę plażową. Byłem w parze z Marcinem Sroką czy z Rafałem Buszkiem, troszkę poskakaliśmy na piasku.


A.K - W jakim miejscu pracy zawodowej widzi się Pan za 10 lat? Jakie marzenia związane z pracą trenerską Panu towarzyszą?

M.B - Marzenia i widzenie siebie za 10 lat to rozwój w swojej pracy. Wzloty i upadki są wpisane w ten zawód, więc bardzo ważne jest to, by się rozwijać i unikać błędów z lat wcześniejszych. Chyba jestem młody w tym zawodzie, więc spokojnie marzenia mam, ale nie jestem typem karierowicza  po trupach , gubi mnie bardziej ambicja i niezadowolenie ze swojej pracy i organizacji działań. Uwielbiam schemat organizacyjny, jak czegoś brakuje nie zawsze potrafię kreatywnie ocenić braki, a złość, którą wylewam nie zawsze jest trafna. Robię wszystko, by co roku mieć większą wiedzę.


A.K - Co Pan najbardziej lubi w pracy trenera? Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?

M.B - Najbardziej lubię, gdy młodzież, z którą na co dzień pracuje, oddaje w dużym zadowoleniu swoją szczerość w rozwoju sportowym, włączając w to edukację na wysokim poziomie. W pracy z seniorkami lubię jak zawodniczki chcą wychodzić poza pewien schemat pracy. Wierzę, że wprowadzanie innowacji może przynieść sukces sportowy.


A.K - Czego życzyć Panu w nowym roku?

M.B - Zdrowia :).

 

Rozmawiała: Aleksandra Kaczyńska

Foto: Tomasz Schenk