Grupa Azoty PWSZ Jedynka Tarnów I-ligowy zespół żeńskiej piłki siatkowej z Tarnowa

Aktualności

Dwa mecze podwójne emocje

14.12.2017

Siatkarki Grupy Azoty PWSZ Tarnów rozegrały w minionym tygodniu dwa spotkania przed własną publicznością. Popularna „Jedynka” obydwa mecze przegrała, ale w odmiennym stylu. W środę tarnowianki zagrały słabo i uległy 1:3 ekipie AZS-u Politechniki Śląskiej Gliwice, a w sobotę zaprezentowały się dużo lepiej, ale przegrały po tie-breaku 2:3 z drużyną MKS-u Kalisz, będącą niepokonanym dotychczas liderem rozgrywek. W tym tygodniu tarnowianki zmierzą się w Krośnie z tamtejszymi Karpatami i będzie to ich ostatni tegoroczny mecz.
Podopieczne trenera Michała Betleji rozpoczynały miniony tydzień w dobrych nastrojach, bo w poprzedniej kolejce pokonały na wyjeździe – w ramach derbów Małopolski – wyżej notowaną Solną Wieliczkę. Tamto zwycięstwo nie było spodziewane, podobnie jak postawa tarnowianek w ubiegłym tygodniu, gdy w środowym meczu ze słabszą drużyną „Jedynka” zaprezentowała się gorzej, a w sobotnim spotkaniu ze zdecydowanym faworytem zagrała dobrą siatkówkę.

Zabrakło koncentracji
W minioną środę na zapleczu najwyższej klasy rozgrywano spotkania 11. kolejki, która była zarazem ostatnią w pierwszej rundzie zasadniczej części sezonu. Tarnowianki zmierzyły się więc przed własną publicznością z jedyną drużyną, z którą dotychczas jeszcze nie zagrały. Spotkanie było ważne w kontekście sytuacji w tabeli, ponieważ „Jedynka” plasowała się na 7. miejscu, a 9. pozycję zajmowała przyjezdna ekipa AZS-u Politechniki Śląskiej Gliwice, która zarazem traciła tylko trzy punkty do „Jedynki”, a w środę liczyła na zwycięstwo i zrównanie się z nią punktowym dorobkiem.
Mecz dobrze rozpoczął się dla gospodyń, które w pewnym momencie wypracowały nawet dziesięciopunktową przewagę. W drugiej części seta spisywały się jednak słabiej, a rywalki zaczęły odrabiać stratę, lecz ostatecznie to tarnowianki zwyciężyły 25:21. Jak się jednak później okazało, był to jedyny wygrany set przez zespół trenera Betleji, który w dalszej fazie meczu zaprezentował się słabiej niż zazwyczaj, a ustępował rywalkom zwłaszcza w przegranych ostatecznie końcówkach partii.
W drugim secie przez długi czas trwała stosunkowo wyrównana rywalizacja, ale wraz z upływem minut zaczęła uwidaczniać się przewaga gliwiczanek, które finalnie zwyciężyły 25:21 i doprowadziły do remisu w meczu. Następnie w trzecim i czwartym secie scenariusze się powtarzały – wyniki oscylowały wokół remisów, „Jedynka” miewała nawet momenty, gdy prowadziła, ale w kluczowych momentach partii to zespół z Gliwic prezentował się lepiej. Ostatecznie rywal odniósł zwycięstwa 25:22 oraz 25:23, a w efekcie  w całym spotkaniu triumfował 3:1.
Zwycięstwo gości nie wynikało jednak z ich świetnej postawy, ale ze słabszej dyspozycji gospodyń i braku konsekwencji w grze. Przykładowo w ostatnim secie tarnowianki prowadziły 21:18, ale od tego wyniku do końca partii zdołały zdobyć tylko dwa punkty, a rywalki aż siedem. – Byłyśmy za mało skoncentrowane. Gdy prowadziłyśmy wysoko, potrafiliśmy stracić na przykład sześć punktów z rzędu. Tak jest właśnie w kobiecej siatkówce, że szybko stajemy się rozkojarzone – przyznała po meczu Sabina Podlasek, kapitan Grupy Azoty PWSZ Tarnów.
W efekcie porażki tarnowianki spadły na 8. miejsce w tabeli, ale to nie pozycja w stawce była powodem do niezadowolenia, lecz styl gry drużyny. – Jestem zawiedziony postawą dziewczyn. W pierwszym secie gra była niezła, a potem zlekceważyliśmy przeciwnika, bo wydawało nam się, ze mecz jest już wygrany – podsumowywał trener Michał Betleja. – Musimy przez dwa dni potrenować i zastanowić się nad swoją grą. To, co stanie się w sobotnim meczu z liderem, zależy od nas.
Powalczyły z faworytem
Trzy dni później rozgrywano już spotkania 12. kolejki, która była zarazem początkiem rundy rewanżowej sezonu zasadniczego. Tarnowianki w sobotę ponownie zagrały u siebie, ale rywal był znacznie bardziej wymagający. Zmierzyły się bowiem z MKS-em Kalisz, który odniósł w pierwszej rundzie komplet zwycięstw, znajduje się na czele tabeli i jest głównym pretendentem do awansu. W spotkaniu inaugurującym sezon, które było dla beniaminka z Tarnowa historycznym debiutem na pierwszoligowych parkietach, zawodniczki „Jedynki” przegrały w Kaliszu 1:3.
Mimo poziomu rywala w sobotę tarnowianki zagrały znacznie lepiej niż w środę. Przez długie momenty różnica klas pomiędzy drużynami nie była widoczna, a w spotkaniu ze zdecydowanym faworytem tarnowianki miały nawet szansę odnieść niespodziewane zwycięstwo.
Trzy sety meczu były wyrównane. W pierwszym siatkarki „Jedynki” w najważniejszym momencie odskoczyły od rywalek i zwyciężyły 25:23. Po drugiej partii do remisu w spotkaniu doprowadziły kaliszanki, które wygrały ją jednak dopiero na przewagi 26:24. Następnie w trzecim secie to „Jedynka” była górą, a zwyciężając 25:20 objęła w spotkaniu prowadzenie 2:1. Tarnowianki nie zdołały jednak utrzymać równie wysokiego poziomu w dalszej części meczu. W czwartej partii, zwłaszcza w jej drugiej części, rywalki zaczęły seryjnie punktować i zwyciężyły 25:15, doprowadzając równocześnie do tie-breaka. W piątym secie kaliszanki wykorzystały swoje doświadczenie i za sprawą znakomitej serii punktów wygrały 15:8, a w rezultacie w całym spotkaniu cieszyły się ze zwycięstwa 3:2.
„Jedynka” wprawdzie w sobotę przegrała, ale zdołała zdobyć jeden punkt, a do tego kibiców mogła satysfakcjonować postawa drużyny i ambitna gra z bardzo trudnym przeciwnikiem. – Dziewczyny zagrały dzisiaj walczenie i trzeba cieszyć się, że zdobyliśmy punkt, bo to wynik lepszy niż w pierwszej kolejce, więc jest postęp – mówił trener Betleja. – W środę byłem zawiedziony, teraz dziękuję mojej drużynie. Nie jesteśmy maszynami. Jako trenerzy spędzamy godziny na analizach meczów, zawodniczki godziny na hali, ale nie da się wszystkiego zaprogramować, żeby w każdym meczu odbywało się zgodnie z planem. To jest po prostu żeński sport, w którym liczą sią emocje, psychologia.
Na początku rundy rewanżowej siatkarki „Jedynki” zajmują 8. miejsce w tabeli. Drużyna ma na koncie pięć zwycięstw i siedem porażek. W drugiej części sezonu zasadniczego celem tarnowianek jest utrzymanie pozycji w czołowej ósemce stawki, która po zakończeniu rozgrywek zasadniczych zagra w fazie play-off (niżej notowane ekipy powalczą o utrzymanie w fazie play-out).
W najbliższą sobotę rozegrana zostanie 13. seria spotkań, ostatnia w tym roku (następna odbędzie się 6 stycznia). Tarnowianki zmierzą się na wyjeździe z Karpatami Krosno, z którymi w pierwszej rundzie przegrały u siebie 1:3. W przedsezonowym sparingu podopieczne trenera Betleji potrafiły jednak pokonać ekipę Karpat, a nawet w październikowym przegranym meczu różnica pomiędzy drużynami nie była duża. Celem tarnowianek jest więc zrewanżowanie się krośniankom, a mecz będzie bardzo ważny w kontekście pozycji obydwu ekip w tabeli, ponieważ sobotni rywal „Jedynki” jest tuż za nią na 9. pozycji, mając równocześnie tę samą liczbę punktów i identyczny bilans zwycięstw i porażek.

– Zaczęłyśmy rundę rewanżową od lepszego wyniku i zdobycia jednego punktu z zespołem z Kalisza. To plus na początek rundy i mam nadzieję, że zdobędziemy w niej więcej punktów. Teraz w Krośnie chcemy zrewanżować się za ostatnią przegraną – mówi Magdalena Szabo, przyjmująca tarnowianek.

Sławomir Kruczek Temi.pl